jednodniówki

Od dłuższego czasu na portalach zajmujących się tematyką taniego latania można znaleźć opcje różnych jednodniowych wyjazdów. Opinie na temat takich podróży są skrajne- jedni sądzą, że wyjazd, w którym więcej czasu spędzimy w środkach komunikacji niż na miejscu nie ma żadnego sensu, inni uważają, że lepsza taka podróż, niż żadna. My do tej pory odbyliśmy kilka takich krótkich wypadów, które doprowadziły mnie do jednego wniosku: jednodniówki mogą być fantastyczne, pod warunkiem, że zabierzemy ze sobą odpowiednią ekipę.

Continue reading…

Majorka z weselem w tle

Już kilkukrotnie zaczynałam swoje relacje od informacji, że wyjazd w dane miejsce był moim marzeniem. Jednak ani Majorka, ani żadna inna wyspa z archipelagu Balearów nigdy nie należały do moich wyśnionych destynacji podróżniczych. Nie mogliśmy jednak odmówić naszym znajomym, od których otrzymaliśmy zaproszenie na ślub i wesele, odbywające się na wspomnianej wcześniej Majorce. Na wyspę dostaliśmy się bezpośrednim lotem z  Modlina, a wróciliśmy przez Bergamo do Gdańska. Planując wyjazd, postanowiliśmy zostać chwilę dłużej i wynajętym autem zjeździć cześć wyspy. Opisy odwiedzonych przez nas miejsc przeczytać można poniżej.

Continue reading…

weekend w Barcelonie i Andorze

O Barcelonie na blogach podróżniczych napisano zapewne już wszystko. Niezrażony tym faktem, dodam od siebie kilka słów na temat naszego krótkiego pobytu w tym mieście i okolicach. W tym roku postanowiliśmy spędzać swoje urodziny poza domem- i moje świętowaliśmy wybierając się właśnie do Barcelony. W jedną stronę polecieliśmy bezpośrednio z Gdańska Wizzairem, a do domu wróciliśmy z krótką przesiadką w Londynie korzystając z usług Ryanair. Byliśmy już kiedyś wspólnie w stolicy Katalonii, jednak był to tylko jeden krótki wieczór, podczas całonocnej przesiadki w trakcie podróży do Maroka. Tym razem przyszła pora na porządne zwiedzanie miasta, a z racji na fakt, że chcieliśmy również zobaczyć okolice Barcelony i Andorę, zdecydowaliśmy się na wynajem samochodu. Zwiedzanie stolicy Katalonii własnym samochodem nie jest tak złym pomysłem jak powszechnie się uważa, jednak sądzę, że jest to rozwiązanie działające jedynie poza sezonem.

Continue reading…

Szkocja – kamperem po wyspie Skye

Nasz wyjazd do Szkocji był tylko kwestią czasu, ponieważ prędzej czy później planowaliśmy odwiedzić mieszkającą w Edynburgu moją przyjaciółkę – Emilę. Zdecydowaliśmy się polecieć tam wiosną, gdyż ta pora roku wydaj nam się najlepszym momentem na zwiedzanie Wysp Brytyjskich, teoretycznie najmniej jest wtedy deszczu, a jednocześnie jest bardzo zielono. Patent przetestowany w Irlandii, Irlandii Północnej i w Londynie- odwiedzając te miejsca na przełomie kwietnia i maja zawsze cieszyliśmy się względnie „niebrytyjską pogodą” Do stolicy Szkocji polecieliśmy z krótką przesiadka w Londynie, gdzie przywitała nas cudowna pogoda, którą uczciliśmy pijąc zimne piwko w parku w towarzystwie niezrównanej Ilonki 😉  Wracając do Szkocji- nie chcieliśmy aby nasz przyjazd ograniczył się jedyni do zwyczajnych odwiedzin, zaplanowaliśmy więc trzydniową wyprawę kamperem na wyspę Skye. Jest to druga co do wielkości wyspa i jednocześnie druga najpopularniejsza atrakcja turystyczna w Szkocji. Tłumacząc bezpośrednio jej gaelicką nazwę dowiemy się, że jest to Wyspa Mgieł i określenie to pasuje do niej stuprocentowo.

Continue reading…

zachodnioafrykański off-road

Odwiedzenie krajów Afryki Zachodniej nigdy nie było moim wielkim podróżniczym pragnieniem, jednakże kiedy fly4free podrzuciło fajną ofertę w postaci zimowych przelotów z Berlina do Dakaru długo się nie zastanawialiśmy. Do zakupu biletów skłoniła nas choćby prognozowana na przełom stycznia i lutego temperatura w tym rejonie świata- średnio o 30-40 stopni cieplej, niż w naszym Gdańsku. Dodatkowo, okoliczne atlantyckie plaże na zdjęciach prezentowały się przepięknie, a na miejscu nie mogło być przecież drogo, wobec czego Afryka Zachodnia wydawała się świetnym miejscem na wyjazd w zimie.  Niedługo późnej do wyjazdu dołączył podzielający naszą pasję do odwiedzania dziwacznych krajów koleżka o pseudonimie „Siergiej”, przy okazji wnosząc jakiś cel do wyprawy- dotrzeć poprzez Gambię i separatystyczną prowincję Senegalu Casamence do dzikiej Gwinei-Bissau.

Continue reading…

Ziemia Święta w cztery dni

Po czterech nocach spędzonych w Jordanii nadszedł czas na zwiedzanie Izraela. Jak na kraj, o którym słyszeliśmy tyle dobrych słów i w którym znajduje się tak wiele atrakcji mieliśmy mało czasu, bo tylko cztery dni. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy w ciągu tych kilku dni nie przejechali kraju praktycznie wzdłuż i wszerz i nie wykąpali się we wszystkich trzech morzach, do których dostęp ma Izrael.

Continue reading…

Jordania – pustynia Wadi Rum i jeden z cudów świata Petra

Już od dawna oboje myśleliśmy o tym, żeby wybrać się do Izraela. Polska jesień i zima wydaje się być na to idealnym momentem, ponieważ gdy u nas temperatura niebezpiecznie zbliża się do zera, a za oknem próżno szukać słońca, tam pogoda pozwala na kąpiele i opalanie. Gdy więc pojawiła się promocja LOT, w której bilety na trasie z Lublina do Tel Awiwu na listopad kosztowały 120 zł, nie wahaliśmy się ani chwili. Co więcej, namówiliśmy parę znajomych, która zdecydowała się z nami pojechać.

Continue reading…

podróż po Ameryce Centralnej cz. 5 (Chiapas i Lago di Atitlan)

Opuszczając piękne ruiny Tulum, mieliśmy przed sobą do pokonania około siedmiuset kilometrów do najbliższej zaplanowanej atrakcji – kompleksu archeologicznego Palenque. Wbrew pozorom, trasę te przejechaliśmy w ciągu jednego dnia i wspominamy ją całkiem dobrze – jako, że drogi nie są zbyt uczęszczane, pokonaliśmy ją w osiem godzin. Po drodze zatrzymaliśmy się w dwóch miejscach – nad jeziorem Bacalar i w niewielkim kompleksie ruin Xpuhil. Jezioro Bacalar okazało się być naprawdę malownicze, i gdybyśmy mieli więcej czasu, to z pewnością zatrzymalibyśmy się tam na dłużej. Natomiast Xpuhil to atrakcja na około czterdzieści minut spaceru, z czego najlepsze było to, że ruiny zwiedzaliśmy zupełnie sami.

Continue reading…

podróż po Ameryce Centralnej cz. 4 (Jukatan)

Po opuszczeniu Campeche skierowaliśmy się do największej atrakcji turystycznej Meksyku- wpisanych na listę siedmiu nowych cudów świata ruin miasta Majów w Chichen Itza. Na nocleg zatrzymaliśmy się w kolonialnym miasteczku Valladolid, w hoteliku prowadzonym przez Amerykanina, który, jak okazało się w późniejszych rozmowach, kilka miesięcy życia spędził w Olsztynie, kolejny raz udowadniając nam jak mały jest świat. Samo Valladolid znajduje się mniej więcej w połowie drogi pomiędzy dwoma najbardziej obełganymi przez turystów miastami Meksyku- Meridą i Cancun, a od Chichen Itza oddalone jest o około 40 minut jazdy. Położenie to sprawia, że nie warto wychodzić do miasta pomiędzy godzinami 15 a 17- o tej porze następuje zmasowana inwazja amerykańskich turystów, którzy wpadają tu przejazdem wracając do Cancun zapoznać się z „urokiem kolonialnej zabudowy”. Poza tymi godzinami miasto jest bardzo przyjemne, klimatyczne i niedrogie.

Continue reading…

podróż po Ameryce Centralnej cz. 3 (Tikal i Campeche)

Po naładowaniu baterii na słonecznych Karaibach zebraliśmy energię na dalszą podróż. Naszym celem był Meksyk, a dostać tam chcieliśmy się ponownie przejeżdżając przez Gwatemalę i zwiedzając ruiny Majów w Tikal. Dlatego też udaliśmy się chickenbusem do belizeńsko-gwatemalskiej granicy w Melchor de Mencos. Opuszczenie Belize wiąże się z uiszczeniem opłaty wyjazdowej w wysokości 20 belizeńskich dolarów. Po pieszym przekroczeniu granicy i ominięciu szukających naiwnych turystów naciągaczy, skorzystaliśmy z usług lokalnego transportu. Po kilku godzinach jazdy byliśmy już w miasteczku Flores, oddalonym o około 50 kilometrów od ruin Tikal.

Continue reading…