Majorka z weselem w tle

Już kilkukrotnie zaczynałam swoje relacje od informacji, że wyjazd w dane miejsce był moim marzeniem. Jednak ani Majorka, ani żadna inna wyspa z archipelagu Balearów nigdy nie należały do moich wyśnionych destynacji podróżniczych. Nie mogliśmy jednak odmówić naszym znajomym, od których otrzymaliśmy zaproszenie na ślub i wesele, odbywające się na wspomnianej wcześniej Majorce. Na wyspę dostaliśmy się bezpośrednim lotem z  Modlina, a wróciliśmy przez Bergamo do Gdańska. Planując wyjazd, postanowiliśmy zostać chwilę dłużej i wynajętym autem zjeździć cześć wyspy. Opisy odwiedzonych przez nas miejsc przeczytać można poniżej.

 

LLUCMAJOR


Jest to niewielkie, spokojne miasteczko, położone około 30 km od stolicy wyspy. Typowo dla interioru Majorki, większość budynków to dwupiętrowe kamienice z pomarańczowego piaskowca z zielonymi okiennicami. Jak na tak niewielkie miasteczko, Llucmajor posiada bardzo bogatą historię. To tu toczyły się średniowieczne bitwy o Królestwo Majorki. Dawniej miasto słynęło z rzemiosła szewskiego i wciąż możemy znaleźć kilka tradycyjnych sklepów z obuwiem. Sercem Llucmajor jest rynek Plaça d’Espanya z Ratuszem i kilkoma urokliwymi kawiarniami. Miasteczko jest ładne, jednak bardzo podobne do innych na wyspie. Prawdopodobnie gdyby nie rewelacyjny nocleg, który znaleźliśmy, nigdy byśmy nie odwiedzili Llucmajor. W okolicy można wybrać się na ładny punkt widokowy – Badia Blava, a także na plażę w El Arenal. Sama miejscowość to typowy kurort, ale plaża jest całkiem przyjemna.

 

 

 

SOLLER I PORT DE SOLLER


Miasto jest położone w zachodniej części wyspy, kilka kilometrów od wybrzeża, w sercu masywu górskiego Sierra de Tramuntana. Nad obszarem tym dominuje szczyt Puig Mayor, najwyższa góra na wyspie. Podobnie jak kilka innych miasteczek na wyspie, tworzą je dwie odrębne aglomeracje. Była to dość popularna strategia na wyspie, mająca na celu ochronę głównej części miast przed atakami piratów. Mamy więc śródlądowe Sóller oraz nadmorskie Port de Sóller, które łączą drogi biegnące przez malownicze cytrusowe gaje. Ta okolica słynie z rolnictwa i zielonych krajobrazów, dzięki specyficznemu mikroklimatowi, utrzymywanemu przez masyw górski oraz znakomitemu systemowi irygacyjnemu, wprowadzonemu przez Arabów. Najlepiej podziwiać je z okien zabytkowego tramwaju, który jeździ pomiędzy obiema aglomeracjami.

 

 

 

 

 

 

DEIA


To malownicza górska wioska, również położona w górach Sierra de Tramuntana. Charakteryzuje się labiryntem wąskich uliczek, domami z piaskowca z zielonymi okiennicami i widokami rozciągającymi się na przepiękne gaje oliwne i wodę. Nad miejscowością góruje stary, XIV wieczny kościół – San Juan Pautista. Znajdziemy tam mnóstwo klimatycznych knajpek i butikowych hoteli. Muszę przyznać, że ze wszystkich odwiedzonych przez nas miejscowości na wyspie, Deia podobała mi się najbardziej. Zresztą nie tylko mi, w latach sześćdziesiątych XX wieku wioska była odwiedzana przez znanych artystów, takich jak Pablo Picasso czy Robert Graves, znany głównie dzięki powieści „Ja, Klaudiusz”.

 

 

 

VALLDEMOSA


Kolejna, położona zaledwie 10 km od poprzedniej, górska miejscowość. Jest to najwyżej położona osada na całej wyspie. Dzięki emanującym romantyzmem ciasnym, pnącym się stromo w górę uliczkom, Valldemosa jest najczęściej po Palmie odwiedzaną miejscowością Majorki. Niestety w związku z tłumami turystów oblegającymi wspomniane przed chwilą wąskie uliczki, w mojej opinii dużo bardziej romantyczna obecnie jest Deia. Nie sposób nie wspomnieć o tym, że w 1838 r. na zimowe wakacje dla podratowania zdrowia do Valldemosy wybrał się Fryderyk Chopin wraz ze swoją ówczesną ukochaną George Sand i wiele śladów tej wizyty możemy odnaleźć w miasteczku.

 

MONTUIRI


W Montuiri również znaleźliśmy się głównie ze względu na nocleg. Tym razem spędziliśmy tu dwie noce podczas wesela naszych znajomych. Nie mieliśmy więc zbyt wiele czasu na zwiedzanie. Zresztą myślę, że poświęcając godzinę można zajrzeć we właściwie każdy zakątek Montuiri. Oczywiście jak wszystkie opisane wcześniej miejscowości napotkamy tu głównie dwupiętrowe kamienice z zielonymi okiennicami, zbudowane z pomarańczowego piaskowca i wąskie romantyczne uliczki. Montuiri ma jednak pewną przewagę nad pozostałymi. Jestem niemal pewna, że byliśmy jedynymi turystami w tej miejscowości, dzięki czemu mieliśmy okazję podglądać prawdziwe, niespieszne życie mieszkańców. Tutaj też odholowano nam prawidłowo zaparkowany samochód i zamknięto na noc na wysypisku śmieci, ponieważ blokował drogę procesji Bożego Ciała. Koszt- jedynie 90 euro.

 

w takich warunkach noc spędził nasz samochód

 

PRZYLĄDEK FORMENTOR


Jest to najbardziej na północ wysunięty punkt Majorki. Tu kończy się pasmo górskie Sierra de Tramuntana, właściwie schodząc do wody, dzięki czemu możemy podziwiać spektakularne widoki. Wybrzeże półwyspu usiane jest zatoczkami i niewielkimi plażami, a na samym koniuszku ustawiona jest latarnia. Formentor przez mieszkańców Majorki znany jest też jako El Punto de encuentro de los vientos, miejsce spotkań wiatrów. Nazwa wzięła się stąd, że przy półwyspie podobno wiatry gwałtownie zmieniają swój kierunek, co znacząco utrudnia żeglowanie w okolicy. Tak naprawdę, główną atrakcją przylądka nie jest latarnia, skądinąd ładna, a trasa do niej prowadząca. Jest to nieco ponad 13 km autostrady pełnej zakrętów i serpentyn od miejscowości Puerto de Pollença. Muszę przyznać, że gdy przygotowywaliśmy się do wyjazdu na Majorkę, Przylądek Formentor uznałam za jedyne miejsce na wyspie, które naprawdę chciałabym zobaczyć i które po zobaczeniu zdecydowanie polecam.

 

SA CALOBRA


Ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy na Majorce, była polecona nam przez znajomych zatoka Sa Calobra. Ponownie największą atrakcję stanowi sam przejazd malowniczą trasą. W tym miejscu większość przewodników rozpisuje się o tym, jak bardzo kręte i niebezpieczne serpentyny przyjdzie nam pokonać. Nie rozumiem z jakiego powodu ludzie piszą takie rzeczy, trasa rzeczywiście jest kręta i malownicza, jednak nie wyróżnia się na tle innych górskich tras. A największe zagrożenie na drodze stanowią ścinający zakręty bezmyślni kierowcy z naprzeciwka. Na końcu serpentyn czekał na nas uroczy Port de Sa Calobra i wąwóz Torrent de Pareis z niewielką żwirową plażą.

Wieczorem na zakończenie wybraliśmy się do stolicy wyspy – Palmy. Specjalnie zrobiliśmy to po zmroku, ponieważ słyszeliśmy, że najważniejsza atrakcja – katedra – najlepiej wygląda podświetlona. Przespacerowaliśmy się jeszcze po głównych placach miasta, ale nie zrobiło ono na nas szczególnego wrażenia. Odwiedziliśmy też miejscowości Sineu i Manacor, ale zbyt bardzo skupieni byliśmy na wydarzeniach, które nas tam zaprowadziły – ślubie i weselu, ciężko więc byłoby coś więcej na ich temat powiedzieć.

Robiąc zwyczajowe przeszukanie internetu w celu znalezienia ciekawych miejsc do zobaczenia, poświęciłam naprawdę dużo czasu na znalezienie jakiejkolwiek mniej znanej atrakcji wyspy. Nie należę do osób, które brzydzą się typowymi turystycznymi atrakcjami, a na wieżę Eiffla reagują odruchem wymiotnym. Właściwie zawsze zwiedzamy wszystkie najbardziej rozpoznawalne miejsca, a dopiero potem staramy się znaleźć jakieś „smaczki”. Takie miejsca, w których człowiek może poczuć się choć troszkę odkrywcą. Czego na Majorce zdecydowanie mi brakowało. Nie wykluczam że mogło to wynikać to z tego, że przyjechaliśmy tam gównie na wesele i spędziliśmy tylko dwa pełne dni zwiedzając. Oczywiście gdybym powiedziała, że Majorka nie jest ładna, byłoby to kłamstwo. Są tu spektakularne widoki, piękne plaże i romantyczne miasteczka, co jak sądzę, widać na zdjęciach. Dla mnie jednak brak tej wyspie charakteru.

Podobnie jak jej mieszkańcom – Konrad